Pamiętacie zespół „Firebirds”? Joanna Prykowska wokalistka grupy powraca po kilku latach na scenę.
Ma nowych muzyków, pomysły i piosenki. Ma także pokaźną „świtę” najbardziej utalentowanych szczecinian, z którymi postanowiła stworzyć bardzo twórczy projekt.

Co skłoniło cię do powrotu?

Około 3 lat temu, zaczęliśmy ze Zbyszkiem Szmatłochem pracę nad nowymi piosenkami, na moją nową indywidualną odsłonę muzyczną. Nie ukrywam, zainspirowaną głęboką chęcią tworzenia, wyśpiewywania rzeczy, które narastały we mnie przez te wszystkie lata. Po prostu nadszedł czas gdy stwierdziłam, że nie mogę dłużej milczeć.

Współtworząc zespół „Firebirds” ocierałaś się o tzw. show biznes, co się zmieniło od lat 90-tych?

Bardzo dużo się zmieniło. Uderza w nas istne „tsunami” tandety i niesłychana chęć zaistnienia medialnego za wszelką cenę, na krótką choćby chwilę. Puste obrazy, powierzchowność pod którą nie kryje się zupełnie nic. Chcąc posłuchać ciekawej muzyki trzeba samemu szukać i szperać w internecie. Nadał on nowe oblicze przemysłowi muzycznemu, który musi dostosować się do wymagań pokolenia „portali społecznościowych”. To z kolei daje twórcom niesłychaną wolność, ale zarazem jest olbrzymim wyzwaniem na tak konkurencyjnym rynku. Trudno bowiem skupić na sobie dłuższą uwagę odbiorcy.

Karierę rozpoczynałaś w podobnym momencie jak Katarzyna Nosowska, ona wyjechała do Warszawy, dlaczego Ty zostałaś?

Nie wiem co było silniejsze odrobina lęku czy mój głęboko zakorzeniony lokalny patriotyzm. Chyba to drugie i przekonanie trochę na przekór wszystkim, że jeśli wszyscy ciekawi ludzie stąd wyjadą to kto stworzy lepszy i piękniejszy Szczecin?

Jaka jest nowa Joanna Prykowska?

Zdystansowana, „zielona”, nostalgiczna i rozśpiewana.

Do projektu „Joanna & The Forests” zaangażowałaś grupę ludzi z zupełnie innymi, niż Ty doświadczeniami, kto to jest i skąd pomysł na współprace właśnie z nimi?

Do części osób docierałam sama, do pozostałych pomogła dotrzeć moja niebuszewska sąsiadka, szczecińska dziennikarka radiowa Monika Petryczko. Wspaniałe zdjęcia zawdzięczam niezwykłej Pannie Lu, mistrzem kamery i remixu okazał się być Remigiusz „Remi Remix” Pilawka, a wizualizacje i oprawę scenograficzną na koncercie zapewnia nieziemsko zdolny Bartosz „VJ P.U.H” Wójcicki. No i oczywiście mój zespół zwariowanych pasjonatów grania Zbyszek Szmatłoch, Przemek Lorek i Krzyś Sanecki.

Przed Tobą duży, klubowy koncert, czego możemy się po nim spodziewać?

Nowych doznań wizualnych współgrających ze słowem, niebiańskich melodii, pięknego brzmienia gitar, romantyzmu i oddechu. Projekt nazwałam „Joanna & The Forest“. Las ma przywodzić tęsknotę za czystością, wyciszeniem i ukojeniem. To też ukłon w stronę świata zwierząt, które zawsze odgrywały ważną rolę w moim życiu.

 

Koncert "Joanna & The Forests" Pierwsze Miejsce, 14 maja, godz. 20